Menu tygodniowe
Gotowanie

Problemy z tygodniowym menu

15 lutego 2018

Czytając mój wpis pt: „Planowanie posiłków”  na pewno postanowiłaś sobie, że teraz już nie ma wyjścia – zaczynasz planować posiłki. Wpisałaś do zaproponowanego przeze mnie menu ulubione posiłki Twojej rodziny i miałaś zamiar ściśle się tego trzymać. Były chęci i zapał, jednak jak zawsze nie wyszło, bo pojawiły się problemy z tygodniowym menu. Brzmi znajomo?
Mi też nie wychodziło, ponieważ zamiast stworzyć plik, który miał mi pomagać w ogarnianiu domowego życia, to tylko je utrudnił i skomplikował, a ja wpadłam w doła, bo nie potrafiłam się wyrobić ze zrobieniem sałatki, albo padał deszcz, było zimno i z marudnym dzieckiem nie poszłam do sklepu. Takich powodów i wymówek miałam bez liku. Kiedy jednak przeszedł mi żal do samej siebie i (oczywiście) wszechświata, że znowu mi nic nie wychodzi, usiadłam na spokojnie i przeanalizowałam, dlaczego poniosłam porażkę.

Dlaczego mi nie wychodziło?

1. Za bardzo wydziwiałam z przepisami, które zajmowały mi sporo czasu przy przygotowaniu posiłku.
2. Na każdy posiłek planowałam całkowicie różne dania. Nic w danym tygodniu się nie powtarzało.
3. Jedzenie, które zaplanowałam nie było spójne. Z produktów, które mi zostawały nie byłam w stanie ugotować nic więcej, a przecież w kuchni nic nie może się marnować!
4. Zrażały mnie porażki i sytuacje, w których plan się sypał (np. obiad u moich rodziców lub teściów, bądź też spontaniczny wyjazd i jedzenie na mieście).

Jak sobie z tym poradziłam?

Ad.1. Przyjęłam zasadę, że w tygodniu wprowadzam maksymalnie jedną zupełnie nową potrawę. Niby nie dużo, ale daje mi to 52 nowe dania rocznie 🙂

Ad.2. Kombinuję, aby np. dzisiejsza kolacja była drugim śniadaniem jutro, lub to co zaplanuję na śniadanie nadawało się do zjedzenia na kolację. Staram się również, aby w tygodniu była chociaż jedna zupa, którą jemy na kilka posiłków. Żeby tego było mało, to w jeden dzień robię coś bardziej czasochłonnego, ale w zamian za to przygotowuję kilka porcji więcej, które mrożę lub wekuję, aby mieć do wykorzystania w innym tygodniu.

Ad.3. Jeżeli wiem, że z jakiegoś obiadu zostanie mi pół cukinii, to szukam sałatki w której mogę ją wykorzystać. Tak samo jeżeli robię ryż z warzywami i wiem, że zostanie mi ich trochę, to za dwa dni planuję naleśniki, w których są farszem i dodaję do nich np. kurczaka.

Ad.4. Przyjęłam zasadę, że planuję tylko na 6 dni, a w niedzielę pasożytujemy na rodzinie, która o dziwo nie ma nic przeciwko i cieszy się na nasz widok. Ewentualnie dojadamy to co mamy w lodówce, tak aby od poniedziałku zacząć naszą przygodę od nowa.

A Ty jakie masz patenty na radzenie sobie z problemami z tygodniowym menu?